trzy tygodnie w te i wewte

4 Kwiecień 2010 at 15:56 (Uncategorized)

Obrócę się wokół własnej osi na palcach, uniosę lekko ręce ku górze i zamknę oczy tak, byś był pierwszym, co dane mi będzie zobaczyć, gdy już je otworzę po sekundzie, dwóch. Nazwiesz to tańcem. Uśmiechnę się, zakrywając usta dłonią. Wyciągnę po ciebie ręce niecierpliwie, upajając się długim oddechem, bo oddychać przy tobie to więcej niż święto. Stwierdzisz, że to słodkie po uprzednim pogłośnieniu klasyki rave. Przy tym najlepiej się kochać. Rozbawiona, każę ci przestać aż obejmiesz moje dłonie i na nowo będziesz zachwycać się ich miękkością. Są idealne. Powiem, że nieprawda.

Odciśniesz usta na moim policzku i odgarniesz mi włosy. Jestem twoją królewną. Jestem twoją dziecinką. A ty moim słońcem, odpowiem. Ucałujesz czoło i ujmiesz ramiona przyglądając się z rozkoszą moim tęczówkom, błyszczącym ze szczęścia. Dawno cię nie widziałam. Kołysząc się lekko w rytm muzyki w mojej głowie a może rytmu przejeżdżających samochodów, oprę głowę pomiędzy twoim karkiem i obojczykiem, żeby je delikatnie ucałować. Obejmę cię mocno. Nie wiem dlaczego ale wciąż wydaje mi się to tak piękne że aż niemożliwe. Bo tak jest. Głupoty, szepniesz mi do ucha głaszcząc mnie po włosach, zatapiając w nich palce i bawiąc się nimi, druga ręką przyciągając do siebie.

Wiesz. Że jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi? A ja kobietą… Moje myśli odpłyną gdzieś daleko ale nie przeszkodzi ci to objąć mnie jeszcze mocniej. Mogę? Ale co? Nigdy cię nie wypuścić, k o c h a n a. Nie wypuszczaj. Chciałabym zatrzymać tą chwilę. Zamknąć w jakimś ładnym papierowym pudełku i już nigdy nie musieć otwierać. Trwać.

Zamknę oczy. Nie wiem jeszcze, że kiedy je otworzę to będzie ostatnie takie otworzenie przed zastanawianiem się czy sobie cię przyśniłam, czy wydarzyłeś się naprawdę.

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

3 Kwiecień 2010 at 11:02 (Uncategorized)

ARTUR NOWACZEWSKI
żaba

ze wszystkich Twoich stworzeń pełzających
najbardziej ukochałem żabę. znalazłem ją
w nocy na środku parkingu – życie wilgotne
jeszcze, dopiero co opięte w kształt.

w dłoni przypominała wystraszony mięsień,
bezbronny i niezdolny do podstępu.

takie skaczące serce.

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

oddychać trzeba spokojnie

2 Kwiecień 2010 at 14:00 (Uncategorized)

Oddychać trzeba spokojnie. Bezwzględnie spokojnie. Jak rzeźnik. Dla tego nie panikuj kolejny raz, gdy kawałek mięsa, zwany sercem, przypomni ci o swoim istnieniu, wznosząc ody do ziem utraconych. To tylko parę linijek. Nawet jeśli śnić ci się będzą od czasu do twoje własne personalne śmierci. Wielkie miłości mają to do siebie, że są wielkie wiarą delikwentów.

Oddychać trzeba spokojnie. Więc zanim coś powiesz, pomyśl trzy razy. Zanim wybierzesz ten a nie inny numer. Zanim pójdziesz tam a nie gdzie indziej. Zanim wciśniesz enter albo reset. Zanim strugi soli pod policzkiem wypalą twój następny afektywny ruch. To tylko w twojej głowie. Pomyśl.

Oddychać trzeba spokojnie. Dlatego nie poddawaj się miękkim pipkom w sobie i zewrzyj pośladki, bo nikt za ciebie tego nie zrobi. Życie trwa. A kto nie żyje? Nie będzie zbawiony.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

prologmena

1 Kwiecień 2010 at 13:10 (Uncategorized)

Na początku było słowo. Nie bez przyczyny słowo było akurat słowem. Zostało wybrane, wygrane na loterii i wprawione w ruch, tak by poruszać wszechświatem. Spośród tysiąca ingrediencji i odprysków, potłuczonej rzeczywistości, słowo właśnie zajęło najwyższe miejsce na ziemskim firmamencie wśród ludzi, chrześcijan i innych gadów zmiennocieplnych. Niewymierne, nieskończone, nieocenione. Rozciągnięte w czasie farbą drukarską, bez widocznego końca ani miejsca przeznaczenia, słowo.

Wypowiedziane miało moc układania elektronów na orbitach i rodzenia refleksji, nadawania kierunku krwiobiegowi i stawiania galaktyk w próżni, zdawania bólu i powoływania królestw. Potrafiło, zapisane lub wyczytane, tłumaczyć dźwięki, obrazy i doświadczenia na język ludzi, sprawiając, że okrąg stawał się okręgiem, ryba w prostej linii rybą a zniechęcenie przetrawionym zniechęceniem oraz docierać tak głęboko, by współżyć ze wszystkimi narzędziami jaźni całą swoją istotą. Z pozoru w swej istocie nieskomplikowane, upraszczało myśli na czynniki pierwsze a odpowiednio dobrane miało siłę wielotysięcznej armii, nowotworu dróg oddechowych i wybuchu supernowej albo miliona linijek kodu, ibuprofenu pod językiem i kobiecego spojrzenia razem. Jeżeli zaś dało się uchwycić, spływało z myśli palcami, aby głośno wyrazić świat, stwarzając inny albo oderwać od niego prawa i aksjomaty, zakładając nowe konfiguracje i kreacje. Słowo miało nieskończony potencjał.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.